PUBLICYSTYKA

Awantura o kota

Na przykładzie dwójki mieszkańców Jastrzębia-Zdroju można zaryzykować stwierdzenie, że pomimo naszych apeli, nadal nie wszyscy wiedzą, do czego służy telefon alarmowy.

Pierwsza z interwencji miała miejsce w piątek, 9 lutego, około godziny 21.30 na ulicy Jasnej. Stróże prawa otrzymali informację o awanturze domowej, w trakcie której matka zgłaszającego miała być agresywna. Okazało się, że mężczyzna był pod wyraźnym wpływem alkoholu i zadzwonił na numer alarmowy dla zabawy. Swoim zgłoszeniem przysporzył sobie jednak prawdziwych problemów, bowiem w związku z bezpodstawną interwencją, policjanci skierowali do sądu wniosek o jego ukaranie. Za popełnione wykroczenie grozi mu wysoka grzywna.

Z kolei w sobotę, 10 lutego, około godziny 14.20 policjanci udali się do jednego z mieszkań przy ulicy Pszczyńskiej. Tym razem partner zgłaszającej miał zabrać jej... kota. Na miejscu okazało się, że w mieszkaniu była cisza, spokój i nikt nie otwierał drzwi. Oficer dyżurny próbował skontaktować się ze zgłaszającą, ta jednak postanowiła nie odbierać telefonu. Teraz jastrzębianka nie pozostanie bezkarna.

„Niepotrzebne zaangażowanie policji, pogotowia czy innych służb jest wykroczeniem. Oprócz konsekwencji prawnych i finansowych, pamiętajmy o tym, że blokując telefon alarmowy, uniemożliwiamy połączenie osobie, która naprawdę potrzebuje pomocy. Zaangażowanie tych służb do fikcyjnego zgłoszenia powoduje, że w tym czasie nie mogą one być w miejscu, gdzie pomoc jest potrzebna” – czytamy na stronie KMP w Jastrzębiu-Zdroju.

fot. pixabay

KMP Jastrzębie-Zdrój

DODAJ KOMENTARZ

KOMENTARZE