PUBLICYSTYKA

Dać życie

„Nie zabieraj swoich organów do nieba, one potrzebne są tutaj” – w ten oto sposób twórcy Kampanii Społecznej na Rzecz Transplantologii próbują przekonać nas do swoich racji. Czy istotnie można nadać sens czyjejś śmierci? Czy śmierć jednego człowieka może być darem życia dla innych? Moi rozmówcy – Zbyszek i Ryszard z jastrzębskiego Stowarzyszenia „Nephros” – nie mają co do tego najmniejszych wątpliwości. Jak mówią, złudzenia już dawno zostawili przy szpitalnych łóżkach, na których przez długie lata czekali na swoich dawców. Dziś sami przekonują do szczytnej idei przeszczepiania narządów, docierając z tą cenną wiedzą do społecznej świadomości.

Przed...


Ich drogi przecięły się w Ośrodku Dializ Pozaustrojowych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju. Zbigniew, zaprawiony w boju, stary wiarus dializacyjnego frontu i Ryszard, dopiero co wyrwany z trybów normalnego życia, jeszcze nie wtajemniczony w szpitalną rzeczywistość. „Kiedy spotkałem Zbyszka po raz pierwszy, nogi się pode mną ugięły. Zobaczyłem cień człowieka i wtedy dotarło do mnie, że to wkrótce stanie się także moi udziałem. Chciałem uciec stamtąd jak najszybciej” – wspomina Ryszard. Jak przekonują zgodnie, w tym początkowym okresie wsparcie rodziny jest nieocenione. „Nasza dotychczasowa hierarchia wartości została nagle postawiona na głowie, zmieniły się także relacje z najbliższymi” – podkreślają. I obaj niemal jednocześnie mówią o optymizmie, który w tej historii odgrywa chyba pierwszoplanową rolę. Błędne jest bowiem nasze wyobrażenie o przyszpitalnej stacji dializ jako swoistym czyśćcu. Zresztą, moi rozmówcy szybko rozwiewają moje wątpliwości: „To miejsce tętni życiem, śmiech zagłusza najbardziej nawet natrętne myśli, tu po prostu nie sposób poddać się chorobie!” Do tego dochodzi rutyna – kolejny sprzymierzeniec na drodze moich bohaterów. Jak mówi Zbigniew, z czasem zaczął traktować swoje kolejne wizyty w szpitalu jak pracę. „To również należy postrzegać w kategoriach psychicznego kokonu, chroniącego nas, ludzi chorych, przed niebezpiecznymi huśtawkami nastroju. No i jeszcze aktywność. Koniecznie trzeba się czymś zająć, żeby potem nie pogrążyć się bezpowrotnie w depresji” – podsumowuje ten wątek. W przypadku Zbigniewa i Ryszarda taką formą aktywności była działalność w Stowarzyszeniu Dializowanych „Nephros”. Integracja środowiska chorych dializowanych odgrywa tu niebagatelną rolę, bo, jak sami przyznają, ich nadzieje i troski, to system naczyń połączonych.

...w trakcie...

Choć każdego z nich wiadomość o znalezieniu dawcy nerki zastała w innych okolicznościach, obaj opisują ten moment jako prawdziwą erupcję emocji. Zbigniew dowiedział się o tym na szpitalnym oddziale, Ryszarda w środku nocy obudził natarczywie dzwoniący telefon. Długi okres oczekiwania na dawcę, w przypadku pierwszego z bohaterów – 9, drugiego zaś – 5 lat, zwieńczony został sukcesem. Dalej wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Podróż ambulansem do jednej z katowickich klinik, ostateczny werdykt lekarzy, czy pacjent kwalifikuje się do operacji i, już w ostatnim kadrze, zbliżenie na twarz anestezjologa...

...już po

Na moje pytanie, czy przeszczepianie narządów nie sprowadza się de facto do zamiany jednego problemu medycznego na drugi, moi rozmówcy reagują stanowczym sprzeciwem. Oczywiście, zawsze znajdą się osoby, które w myśl zasady „lepszy wróbel w garści...” wolą skazywać się na wieloletnie dializowanie, ale, jak podkreślają, to jeszcze o niczym nie świadczy. Podobnie obśmiewają moją sugestię, jakoby przyjmowanie leków immunosupresyjnych (obniżających odporność organizmu – przyp. aut.), z dokładnością co do kilku minut, było zbyt uciążliwym obowiązkiem. „Komfort życia „przed” i „po” jest nieporównywalny” – przyznają zgodnie. I chociaż wątroba Ryszarda – po latach przyjmowania leków obniżających aktywność układu immunologicznego – powiedziała „pas”, on sam nie wyobraża sobie powrotu do stanu sprzed zabiegu. Jednocześnie, jak mówi Zbigniew, uczuciu zadowolenia po powrocie do domu może towarzyszyć niepokój, a nawet kilkutygodniowa depresja: „Nic to jednak w obliczu zbliżającej się wielkimi krokami perspektywy na nowe życie lub przynajmniej na inną, w domyśle – lepszą, jego jakość” – dodaje.

Dać życie

Według badań opinii społecznej ponad 90 procent Polaków popiera pobieranie narządów od osób zmarłych. Również Kościół, choćby w oficjalnych wystąpieniach Papieża, wielokrotnie popierał bezcenną wartość daru, jakim jest organ do przeszczepu. Z drugiej strony, gdy dochodzi do sytuacji, kiedy trzeba szybko podjąć decyzję, bliscy zmarłego często nie wyrażają na to zgody. „Należy stopniowo przygotowywać grunt pod rozstrzygające pytanie, nie pytać rodziny o ewentualną zgodę na pobranie, jeśli już, to raczej delikatnie wysondować, jaki był stosunek zmarłego do pobierania narządów” – podkreślają osoby zajmujące się problematyką przeszczepów. Kiedy bowiem nastąpi śmierć pnia mózgu, aparatura medyczna nadal może monitować chociażby pracę serca. Trudno jest wtedy wytłumaczyć najbliższym, że choć serce jeszcze bije, muszą uwierzyć lekarzowi, że człowiek żyje już tylko dzięki aparaturze. Takie rozmowy wymagają taktu, doświadczenia i profesjonalnego przygotowania. A z tym nie zawsze jest najlepiej...

Ps. Życie nie znosi próżni, a może po prostu pisze swoje scenariusze. Niestety, jednego z bohaterów artykułu nie ma już wśród nas... Jestem także winny Czytelnikom małe, choć w tym kontekście cokolwiek ważne, wyjaśnienie – materiały do tekstu zbierałem kilka lat temu. Teraz postanowiłem wrócić do swoich starych notatek...

fot. pixabay

Damian Maj

DODAJ KOMENTARZ

KOMENTARZE