PUBLICYSTYKA

"Dzieci wesoło wybiegły..."

Świat stoi, a właściwie już stanął, na głowie, przekonywał jeden z naszych Czytelników, kiedy postanowiliśmy zapytać o demoralizację wśród młodzieży. Jego zdaniem ogólna kondycja młodych ludzi pozostawia wiele do życzenia, chcąc posiłkować się tym neutralnym zwrotem. Autor komentarza, pomny doświadczeń z jastrzębskiego podwórka, opisuje prawdziwy krajobraz po bitwie. „Teraz to jest istne dno. Jak się słyszy i widzi na każdym kroku, szczególnie u młodych, bluzgi, agresja, pijaństwo. Po prostu to nie może skończyć się dobrze. Coraz młodsi są zdemoralizowani. Dziewczyny już w gimnazjum wysyłają chłopakom swoje rozbierane zdjęcia na komórkę, a potem nie mają problemu, żeby uprawiać z nimi seks. Wyuzdane w tak młodym wieku!” – pisze „zdegustowany” internauta.

Z czasem troska komentujących o młodych ludzi przyjęła zgoła osobliwą postać. Pojawił się bowiem ciekawy postulat, wielokrotnie powtarzany, aby wychowywaniem najmłodszych zajęła się szkoła. „Dzisiaj wielu młodych nie ma żadnych zasad moralnych, żadnych hamulców. Nie bardzo wiedzą, co znaczy mieć szacunek do kogoś lub czegokolwiek. Nie wiedzą, co to patriotyzm. Jak to zmienić? Tu szkoły mają wiele do zrobienia, ale czy potrafią?” – zastanawia się Barbara. Dość powiedzieć, że swoim wpisem Czytelniczka otworzyła przysłowiową puszkę Pandory. Od tego momentu ciężar argumentów, na które powoływały się obie strony, rósł w astronomicznym tempie. Zaś temperatura dyskusji na łamach naszego portalu osiągnęła poziom wrzenia.

„Szkoła?! To rodzice mają obowiązek wpoić dzieciom zasady czy szacunek do innych. Jeśli w domu nie mają przykładu, to szkoła nic tu nie pomoże. A patrząc teraz na te mamuśki i tatusiów, w sumie nie ma co się dziwić, że jest jak jest” – przekonuje jeden z adwersarzy. „Szkoła nie jest od wychowywania, tylko od tego jest dom i rodzice. Ponieważ można mówić młodym, co powinno być dobre, a co złe, ale i tak wracając do domu, będą robić, to co widzą i to jak rodzice będą nimi kierować. I dlatego mamy, to co mamy. Wielu rodziców nie nadaje się na bycie ojcem lub matką” – wtóruje swojemu przedmówcy jakiś Czytelnik. 

Już po chwili w sukurs „biednej” Barbarze przychodzi ktoś, kto przekonuje, że ostentacyjne umywanie rąk przez nauczycieli, kiedy mowa o demoralizacji młodzieży, jest z gruntu fałszywe. Po chwili padają znamienne słowa: „Usiłujecie powiedzieć, że nauczyciele nie są od wskazywania dobrych dróg? To ja się pytam, po co są w szkołach pedagogowie, czasem psycholodzy, nauczyciele i wychowawcy? Jeśli nauczyciel widzi, a przecież widzi, że jest z dzieckiem jakiś problem, to przecież ma wiele środków, aby temu zapobiec”. „Dlaczego dzisiaj nauczyciele tak bardzo bronią się przed wychowywaniem młodzieży? Nie potrafią czy nie chcą? Może sami nie potrafią być wzorcem?” – dopytuje na koniec anonimowy internauta.

#REKLAMA#

Tymczasem zostawmy dzielnych pedagogów w spokoju, ponieważ przyszła najwyższa pora, aby przyjrzeć się rodzicom jastrzębskich nastolatków. Jak nietrudno się domyśleć, pozostawało tylko kwestią czasu, kiedy internauci „wezmą na języki” tych ostatnich, wydając srogi sąd na temat ich wychowawczych kompetencji. „Obecnie rodzice nie interesują się, czym dziecko zajmuje się po szkole, jak spędza wolny czas. Rodzic nawet nie wie, jakie strony ogląda jego dziecko. Nie zakładają filtrów na strony pornograficzne. Młodzi oglądając takie filmy, mają wypaczony obraz miłości do kobiety. Również popadają w różne nałogi. Rodzice cieszą się często, że dziecko siedzi w domu, ale nie raczą zobaczyć, co on na tym internecie robi. Później mamy, to co mamy, rozpasane seksualnie młode osoby” – pisze ktoś ukrywający się pod nickiem „refleksja”.

Kolejny Czytelnik nie poprzestaje na czczym teoretyzowaniu, posiłkując się przykładem z własnego życia. „Jedna sąsiadka cały czas chodzi na fitness, potem przychodzi wieczorami i jest zmęczona. Kiedy zadałem jej pytanie, czy w ogóle zajmuje się dziećmi, to odpowiedziała, że są już duże, same się sobą zajmą. Dzieci mają 10 i 12 lat. I same się wychowają, bo mamuśka musi rzeźbić swoje ciało, szkoda, że nie mózg” – żałuje „sąsiad z 12”. Co ważniejsze, od razu sekunduje mu „kolega”, mający podobne spostrzeżenia w tej dziedzinie: „Niektórych mózg już się nie rozwinie. Te mamuśki to są takie puste. One patrzą tylko na siebie, a nie na to, aby zainteresować się dzieckiem, co robi, co ogląda i z kim się spotyka. Ale kiedyś obudzą się z ręką w nocniku!”

W internetowej polemice dostało się także ładniejszej części populacji, która, jak przekonują Czytelnicy, drastycznie obniżyła loty, zbliżając się do poziomu bruku. „Teraz laski to mają przypał! Pytają się chłopaków, czy nie chcą ich rozebranych zdjęć na komórkę. W ten sposób podrywają! A potrafią być takie wredne, że wymyślą sobie coś, aby pogrążyć faceta. Totalne dno...! Do tego są gorsze od chłopców. Widzę, jak siedzą na Zielonej na ławce, to takie teksty lecą, że aż uszy więdną. I nie krępują się, że mogą dorośli usłyszeć...”

Na koniec ważny wpis, który pojawił się jako jeden z ostatnich, przynajmniej na chwilę, kiedy padają te słowa. Małe memento od anonimowego Czytelnika. „Nasze życie jest często pełne paradoksów, które zazwyczaj odziedziczamy wtedy, gdy zaczynamy dorastać, bo brak miłości w wieku dorastania jest często największym brakiem, jaki skutkuje naszym życiem zaplątanym w przyszłości” – pada na koniec.

fot. pixabay

 

Damian Maj

DODAJ KOMENTARZ

KOMENTARZE