PUBLICYSTYKA

"Nie bujamy w obłokach"

 
W najbliższą niedzielę domowym pojedynkiem z Unią Oświęcim jastrzębscy hokeiści rozpoczną swój jedenasty sezon na najwyższym szczeblu. Wciąż młoda, ale jednocześnie wzmocniona weteranami zza południowej granicy drużyna słowackiego trenera Roberta Kalabera ma za sobą ciężki okres przygotowawczy. Kapitan zespołu Łukasz Nalewajka zapowiedział podczas oficjalnej prezentacji naszej ekipy, że "na lodzie będzie ogień". Jaki będzie ten nowy sezon? O to zapytaliśmy prezesa JKH GKS Jastrzębie Kazimierza Szynala.
 
- Ostatnimi czasy akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej bardzo zwyżkują. A jak stoją akcje JKH GKS Jastrzębie?
Kazimierz Szynal - Na pewno lepiej niż w ubiegłym sezonie. Jednak stan akcji JSW nie ma bezpośredniego przełożenia na nasz klub. Choć nie można ukrywać, że to nasz główny sponsor i bardzo wiele zależy od jego kondycji. Przy czym należy podkreślić, iż jako klub nie mamy wpływu na wysokość cen akcji Spółki (śmiech).
 
- Pytam nie bez powodu. Przed dwoma laty, kiedy w związku z sytuacją w JSW konieczne okazało się "gaszenie pożaru" w jastrzębskim sporcie, o JKH GKS było bardzo głośno. Teraz jest dość cicho i, paradoksalnie, to chyba dobrze.
- Dwa lata temu sytuacja była nadzwyczajna, jeśli można użyć takiego określenia. Obecnie jest stabilnie zarówno pod kątem finansowym, jak i kadrowym. Generalnie nadal stawiamy na naszych wychowanków i wciąż dysponujemy bardzo młodym zespołem. Staramy się jednak wzmocnić go poprzez pozyskanie kilku doświadczonych obcokrajowców, za sprawą których jakość naszej drużyny powinna być wyższa niż w poprzednim sezonie. Poza tym mamy nadzieję, że młodzież będzie miała od kogo się uczyć.
 
- Pan prezes jak zwykle wypowiada się jak dyplomata i jak zawsze nie podaje żadnych liczb.
- Sądzę, że fanom powinna wystarczyć informacja, że funkcjonowanie JKH GKS Jastrzębie nie jest w żaden sposób zagrożone. Na pewno kibice muszą sobie zdawać sprawę, iż obecnie w ekstralidze hokeja mamy do czynienia z sytuacją, w której czołówka pod względem finansowym bardzo uciekła pozostałym klubom. Budżety trzech czy nawet czterech najbogatszych klubów znacznie odbiegają od zasobów pozostałych, które muszą zmagać się z określonymi problemami i których to problemów również my nie jesteśmy pozbawieni. Pieniądze należy liczyć w każdej sytuacji. Co do liczb – mogę przyznać, że budżety wspomnianej czołówki co najmniej trzykrotnie przewyższają środki, jakimi dysponują pozostałe ekipy. Dorównanie tym klubom w obecnej sytuacji jest niemożliwe. Pieniądze wprawdzie nie grają...
 
- Ale zawodnicy grają za pieniądze.
- Dokładnie tak jest. Dlatego należy być realistą.
 
- Jednocześnie jednak optymizm wśród kibiców wzbudziło sprowadzenie Martina Vozdecky'ego, Jana Homera oraz Ivana Jankovicza. Vozdecky'ego doskonale znamy z Sanoka, a dwaj pozostali zawodnicy mają bardzo przyzwoite CV.
- Jak już mówiłem, ich pozyskanie ma nam pomóc w uzyskaniu jak najlepszych rezultatów w zbliżającym się sezonie. Będziemy od nich oczekiwać pełnego zaangażowania oraz poprowadzenia naszej młodej drużyny w rozgrywkach ekstraligi. Ich doświadczenie powinno być bardzo cenne i mam nadzieję, że poza podniesieniem średniej wieku w zespole pomogą nam również w poprawieniu pozycji z poprzedniego sezonu.
 
- Wiosną mówiło się, że JKH GKS w swoich poszukiwaniach wzmocnień zwróci się na wschód. Klub testował Białorusinów i Rosjan. Ostatecznie jednak znów sięgnęliśmy za naszą południową granicę.
- Wpływ na tę sytuację miał szereg okoliczności. Najważniejsze były oczywiście kwestie finansowe. Ponadto istotną sprawą są formalności związane z obywatelstwem danego zawodnika. Rzecz jasna w przypadku Czechów czy Słowaków, czyli obywateli Unii Europejskiej, jest to o wiele mniej skomplikowane, niż w przypadku osób spoza niej. Nie można też ukrywać, że spory wpływ na sprowadzenie obcokrajowców ma trener Robert Kalaber, dysponujący świetnym rozeznaniem na rynku słowackim i czeskim.
 
- Który z nabytków może "wypalić", tak jak to miało miejsce z Tomaszem Kominkiem?
- Mam nadzieję, że każdy (śmiech).
 
- Wiedziałem, że właśnie tak pan prezes odpowie.
- Wszystko zweryfikuje tafla. Idąc naprzeciw pana oczekiwaniom odpowiem zatem, że liczę na to, że taką "bombą" stanie się Jankovicz.
 
- Z jego CV wynika, że nie tylko ma "papiery na granie", ale i znajduje się w najlepszym dla sportowca wieku. Homer czy Vozdecky są mimo wszystko o wiele starsi. W jaki sposób udało się namówić Jankovicza na grę dla JKH GKS?
- Tu również decydował szereg okoliczności. Najważniejsze były te, że Jankovicz bardzo dobrze zna trenera Kalabera oraz że może być w stu procentach pewien, iż zapisane w kontrakcie pieniądze otrzyma co do grosza.
 

- Trener Kalaber jest zadowolony z efektów letniego okresu transferowego? Czy wszystkie jego oczekiwania zostały spełnione?
- Jestem przekonany, że tak. Robert Kalaber nie buja w obłokach i twardo stąpa po ziemi, podobnie jak cały zarząd. Trener wie, że klub nie ma nieograniczonych możliwości finansowych. Sprowadzamy zawodników, na których zwyczajnie nas stać. Nie jest sztuką zadłużyć się i nie ukończyć sezonu.
 
- Polski Związek Hokeja na Lodzie ustalił limit obcokrajowców na sezon 2017/2018 na poziomie sześciu. To dużo czy mało?
- Osobiście uważam, że jeśli mamy na względzie rozwój polskiego hokeja, to limit zawodników z zagranicy należy ograniczać. Jednocześnie jednak jest to pewien problem dla klubów, ponieważ polscy hokeiści, których siłą rzeczy jest dość ograniczona ilość, mogą w ten sposób windować swoje oczekiwania finansowe znacznie ponad prezentowany przez siebie poziom sportowy. Dla budżetów polskich klubów najkorzystniejsze byłoby po prostu całkowite otwarcie ligi. Czy jednak byłoby to dobre dla reprezentacji? I to nie tylko seniorskiej, ale i młodzieżowych? Trudno znaleźć tu złoty środek.
 
- W niższych ligach piłkarskich wprowadzono zasadę, według której na boisku jednocześnie musi przebywać co najmniej dwóch młodzieżowców. Może w hokeju należałoby wprowadzić podobne rozwiązanie?
- Tę koncepcję należy uznać za godną rozważenia, bo samo wpisanie młodzieżowca do protokołu czy wypuszczenie go na pięć sekund na lód nie załatwia sprawy. Jednakże od takich spraw jest Polski Związek Hokeja na Lodzie, a nie kluby.
 
- Wracając do limitu obcokrajowców. W klubie może być sześciu zawodników, tymczasem w JKH GKS jest ich...
- Siedmiu (śmiech). Części kibiców należy się tu oczywiście małe wyjaśnienie. Martin Vozdecky, mimo że nie posiada polskiego obywatelstwa, to za sprawą wielu lat występów w polskiej ekstralidze, jest według regulaminu PZHL traktowany jako polski zawodnik.
 
- Kończąc sprawę transferów - obok wspomnianych już doświadczonych zawodników do JKH GKS trafił też młodziutki bramkarz Oskar Prokop.
- Tak. Prokop jest Polakiem z Czeskiego Cieszyna. To obiecujący zawodnik, który spełnia oczekiwania trenera Kalabera. Jednocześnie chciałbym nadmienić, że nie jest tak, iż każdy młody hokeista z marszu otrzymuje szansę gry. Najpierw musi wykazać swoją przydatność do zespołu i zaistnieć na lodzie. Młody wiek to atut, ale nie decydujący. Warto, aby zarówno zawodnicy, jak i kibice o tym pamiętali.
 
- JKH GKS Jastrzębie był za tym, aby w polskiej ekstralidze zagrał klub z Ostrawy, czyli HC RT Torax Poruba.
- Tak, jako jeden z zaledwie dwóch klubów optowaliśmy za tym rozwiązaniem, czemu daliśmy wyraz w oficjalnym głosowaniu. Sądzę, że przynajmniej w pierwszym sezonie mecze z klubem z Czech byłyby ciekawą alternatywą dla kibiców. Liga nabrałaby większego kolorytu.
 
- Głównym argumentem przeciwników, poza samym faktem dopuszczenia do ligi klubu z zagranicy, był ten, że czeski średniak to żadne wzmocnienie rywalizacji.
- Być może, natomiast nam nie byłoby wstyd przegrać z Porubą. Często zresztą mamy okazję mierzyć się z tym zespołem w sparingach. Być może jednak dla innych klubów porażka z tym, jak pan to nazwał, "czeskim średniakiem" byłaby ujmą na honorze.
 
- Ponieważ Poruba weszłaby do ligi i swoją grą pokazała niektórym bogatym klubom, że "król jest nagi"?
- Ja tego nie powiedziałem (śmiech).
 
- Skoro już rozmawiamy o nowych regulacjach. Czy to dobrze, że w tym sezonie nie będzie podziału na grupy silniejszą i -słabszą?
- O ocenę tego stanu rzeczy będziemy mogli pokusić się dopiero po sezonie. Zobaczymy, jak obecny system wpłynie na jakość rozgrywek. Natomiast dla nas nowy sezon, mimo braku konieczności walki o grupę silniejszą, w żaden sposób nie będzie łatwiejszy. Kilku rywali wzmocniło się w znaczny sposób, a wszyscy uczestnicy rozgrywek wiedzą już, że w Jastrzębiu gra się ciężko. Nie będziemy zatem mogli liczyć na bonus w postaci zlekceważenia nas przez inne zespoły. Wiele będzie też zależało od rozwoju naszej młodzieży. Mamy sporo niewiadomych.
 
- Nie ma obaw, że jeśli idzie o wychowanków, to po "bogatych" rocznikach z drugiej połowy lat 90. czeka nas uboższy okres? 
- Żadnych. Oczywiście nie jest tak, że w każdym roczniku mamy wysyp talentów, z których pięciu z marszu trafi do pierwszego zespołu, jednakże rok w rok nasi zawodnicy trafiają do Szkoły Mistrzostwa Sportowego PZHL. I nie jest to jeden chłopak, ale co najmniej kilku. W kwestii ciągłości szkolenia młodzieży nie ma najmniejszych powodów do niepokoju. Natomiast najstarsi z naszych młodych zawodników mogą być pewni, że jeżeli tylko będą spełniać oczekiwania trenera Kalabera, to trafią do ekstraligi.
 

- Według pobieżnych wyliczeń, Miasto Jastrzębie-Zdrój przekazało w tym roku w sumie ponad 600 tys. zł na JKH GKS Jastrzębie. Wystarczy?
- Odpowiem w ten sposób - to jest nakład pieniężny na cały 2017 rok i obejmuje on zarówno dotację na pierwszy zespół, jak i na szkolenie młodzieży oraz na nagrody za poprzedni rok. Na działalność zespołów dzieci i młodzieży otrzymaliśmy 60 tys. zł. To nie jest dużo na tyle grup...
 
- Pan prezes bardzo mocno owija w bawełnę. To jest skandalicznie mało. 
- Nasze miasto przyjęło pewne wzorce przyznawania dotacji na szkolenie młodzieży i nimi kierują się osoby rozpatrujące wnioski klubów. Nie do mnie należy ocena ich słuszności. Natomiast ponownie wypada stwierdzić, że choć nasze miasto przeznacza coś więcej niż tylko minimalną kwotę na sport jako całość, to daleko nam czołowych miast na Śląsku w tej kwestii. I nie mówię tu o hokeju, ale ogólnie o wszystkich dyscyplinach. W Jastrzębiu-Zdroju takimi topowymi dziedzinami, które cieszą się największym zainteresowaniem kibiców, są, obok hokeja, także siatkówka i piłka nożna. Pieniądze przeznaczane przez nasze miasto na wsparcie działalności klubów w tych dyscyplinach odbiegają od sum, jakimi dysponują najpopularniejsze kluby w innych miastach, których władze znacznie bardziej doceniają ideę promowania siebie samych poprzez sport oraz zapewniania mieszkańcom rozrywki.
 
- Prezes Kazimierz Szynal bywa na meczach siatkówki i piłki nożnej?
- Jeśli tylko czas mi na to pozwala, to tak. W tym sezonie byłem na meczu piłkarzy GKS Jastrzębie z MKS Kluczbork. Gra i wyniki cieszą oko. Oby ta passa trwała jak najdłużej.
 
- Piłkarze są waszym konkurentem w rywalizacji o miejską kasę. Kiedyś apelował pan, aby "nie szarpać kołderki", ale ona wciąż jest krótka.
- Nie postrzegam tego w ten sposób. Co więcej, samo przyznawanie określonych kwot przez miasto nie powinno być uwarunkowane aktualnymi wynikami danego zespołu, bo to może się zmienić dosłownie z dnia na dzień. Potrzebne są pewne rozwiązania systemowe i strukturalne. Wciąż będę apelował o to, aby tej "kołderki" rzeczywiście nie szarpać, ale wspólnie działać na rzecz znacznego zwiększenia ogólnej puli przeznaczanej przez miasto na sport.
 
- W Tychach mamy Tyski Sport, w Bytomiu - Bytomski Sport. JKH GKS Jastrzębie byłby zainteresowany podobną strukturą w naszym mieście?
- Takie decyzje nie należą do mnie. Jednakże taka propozycja byłaby warta rozważenia. Jest to jakiś pomysł na stworzenie sensownej struktury finansowania sportu. Trzeba pamiętać, że w przypadku takich spółek de facto stuprocentowym akcjonariuszem jest miasto i to ono utrzymuje sport poprzez tę strukturę. Do takiej działalności bezwzględnie potrzebna jest jednak wola i chęć miasta.
 
- Zatem?
- Na pewno taka struktura zmniejszyłaby pewne antagonizmy między kibicami, a jednocześnie byłaby takim swoistym powrotem do czasów sprzed 1989 roku, gdy w Jastrzębiu-Zdroju funkcjonował jeden wielosekcyjny klub. Nie miałbym nic przeciwko przedyskutowaniu takiej propozycji.
 
- Kiedy rozmawialiśmy kilka miesięcy temu, zahaczyliśmy o tematykę nowego klubu kibica. Wówczas zresztą wzbudziło to wśród naszych komentujących małe kontrowersje, ponieważ środowisko fanów powinno tworzyć się oddolnie. Jak wygląda ta kwestia?
- Na pewno nie mamy zamiaru finansować działalności takiego stowarzyszenia lub w sztuczny sposób zachęcać kogokolwiek do dopingu. Zgadzam się, że taka inicjatywa powinna być oddolna i tak zresztą jest w tym przypadku. Jesteśmy w kontakcie z grupą osób, która podjęła się budowy nowego klubu kibica i generalnie chcemy im pomóc w funkcjonowaniu, bo to leży w interesie klubu. Jednakże samo kibicowanie należy tylko i wyłącznie do kibiców, a nie do zawodników czy zarządu.
 
- Przyznam, że to jest dziwne. Na każdym meczu JKH GKS pojawia się, tak to nazwijmy, liczący grubo ponad pół tysiąca osób trzon stałych sympatyków. Kibiców sukcesu nie liczę. I z tego grona nie potrafi wyłonić się ze trzydzieści w miarę ogarniętych osób?
- To istotnie jest dziwne i trudno powiedzieć, dlaczego akurat w Jastrzębiu mamy do czynienia z taką specyficzną sytuacją. Liczę jednak, że nowa grupa zmieni ten stan rzeczy. Pokazaliśmy już, że jesteśmy otwarci na kibiców. Również w nowym sezonie fani będą mogli brać udział w konkursach z cennymi nagrodami. Nie zabraknie też innych atrakcji.
 

- A piwa?
- Spokojnie, nie planujemy likwidacji kącika piwnego (śmiech).
 
- A jakim zainteresowaniem cieszą się karnety na słynny już balkon?
- Mogę zapewnić, że sektor VIP nie będzie świecił pustkami. Nadmienię, że zasady wstępu pozostały tu niezmienne i cieszyć musi sytuacja, że zostały one zaakceptowane.
 
- To na koniec sakramentalne pytanie, o co JKH GKS zagra w tym sezonie.
- Jak co roku gramy o najwyższe cele, bo tak nam każe ambicja..
 
- Bez dwóch zdań tak będzie, bo te oczekiwania prezesa zarządu JKH GKS znamy doskonale z poprzednich rozmów. Ale mimo to dopytam, ponieważ Tomasz Kulas, z którym rozmawialiśmy niedawno, ocenił, że fajnie byłoby powalczyć o szczebelek wyżej niż niedawne szóste miejsce, czyli o czwórkę.
- Tomek to bardzo sympatyczny, skromny i cenny zawodnik. Cieszę się, że tyle lat jest z nami. A co do czwórki, to czas pokaże, czy realnym jest awans do półfinału. Powtórzę, że czołówka ligi bardzo się wzmocniła. Awans do półfinału byłby wielkim osiągnięciem. Mogę zapewnić, że zrobimy wszystko, aby ten cel zrealizować.
 
- A jaki cel zarząd postawił przed trenerem Kalaberem?
- Awans do czołowej czwórki!
 
- Czyli my będziemy o tym marzyć, a trener ma to po prostu zrobić?
- Dokładnie tak (śmiech).
 

rozm. mg

DODAJ KOMENTARZ

KOMENTARZE