PUBLICYSTYKA

"Nie chcę być wielorybem!"

„Smukła jak wieloryb, którego nikt nie kochał…” Teraz, kiedy piszę te słowa, nie mam wątpliwości, że tak powinno brzmieć pierwsze zdanie nigdy nie napisanej powieści. Trzy kobiety. Każda zamknięta w klatce swojej cielesności. Trzy osobiste dramaty...

Smukła jak...


„Po prostu, chcę się dobrze czuć w swoim ciele” – moja rozmówczyni sprawia wrażenie, jakby właśnie dostała ataku astmy. Blondynka, po trzydziestce, smukła jak topola. Z trudem łapie oddech i proponuje, żebyśmy przeszli w jakieś ustronne miejsce. „Będziemy mogli spokojnie porozmawiać” – uśmiecha się zachęcająco. Tutaj, w jednej z jastrzębskich świątyń fitness, panuje atmosfera ciężkiej pracy. Urocza brunetka pokonuje ostatnią „długą prostą” na nieistniejącej bieżni. W rogu przycupnęła jakaś niewiasta z urządzeniem, którego przeznaczenia nie jestem w stanie odgadnąć. Nobliwa dama przechadza się między ćwiczącymi dumna jak paw.

„Jak nie chcesz, to nie wierz” – blondynka wzrusza obojętnie ramionami. Świecąca od potu twarz wpatruje się we mnie z zainteresowaniem. „Nie przychodzę tutaj, żeby poczuć się ekstra laską. To infantylne. Faceta za wszelką cenę też nie szukam” – to ostatnie zdanie wypowiada już bez przekonania. Kobieta sięga po leżący obok ręcznik i wyciera mokrą szyję. „A więc jesteś dziennikarzem?” – w jej głosie pobrzmiewa powątpiewający ton – „Znałam kiedyś gościa, który ściemniał, że pracuje w TVN-ie”. „Ja taki nie jestem...” – podchwytuję szybko. „Na pewno” – uśmiecha się cierpko. Zapada niezręczne milczenie. W końcu decyduję się postawić wszystko na jedną kartę: „Umówimy się?” „Co?!” „Nooo, na kawę” „Muszę już wracać na salę, panie dziennikarzu...”

…wieloryb...

To było prawie jak tąpnięcie. Wiem, nie powinienem tak mówić, ale sto kilo żywej wagi zawsze robi duże wrażenie. Moja kolejna interlokutorka, no, rozmówczyni, zapada się w fotelu jak syberyjski meteoryt. Ściany jej kawalerki zaczynają drżeć niespokojnie. „I co zamierzasz zrobić z tym fantem?” – pytam. „Z jakim fantem?!" – gdzieś w połowie drogi między jej pulchną dłonią i ustami zastyga kremówka. „Swoją nadwagą...” – wyjaśniam. „Ja pier...lę, przestań! Co ja mogę zrobić?! I tak mam przej...ane...” „W sensie?” „W sensie, że kiedyś w szkole, teraz w pracy... Idzie, k…a, ten wieloryb z Pomorskiej... Chciałbyś tak?!” Kręcę głową. „No, widzisz, a ja tak miałam od dzieciństwa...”

„Segregacja rasowa przy tym to mały pikuś” – wydaje się, że dziewczyna złapała na chwilę zbawienny balans – „Te spojrzenia, głupie docinki, jakbym przyleciała tu prosto z Marsa”. „Nie chcesz niczyjej litości?” – dopytuję. „Gościu, ty jesteś podobno redaktorem, tak? Jakiej litości?! Chcę być człowiekiem! K…a, człowiekiem! A nie płetwalem błękitnym!” – znowu uderza w filozoficzny ton. Ręka grubości mojego uda sięga po odłożoną kilka minut temu kremówkę. „Nie rób tego…” – wpatruje się w nią z hipnotycznym zacięciem – „…bo przegrasz tę walkę…” „Mam to w dupie!” – rzuca nonszalancko i „wciąga” bezę jak odkurzacz. Potem rzuca mi ironiczne spojrzenie. „Jeszcze mało wiesz o ludziach” – kiedy wypowiada te słowa, jej policzki podskakują jak u boksera. „Serio? A myślałem, że zjadłem wszystkie rozumy… – uśmiecham się. „Palant!!!” Podrywa się z zaskakującą lekkością. Wskazuje mi drzwi wyjściowe. Nie żegnamy się.

…którego nikt nie kochał

Siedzi przede mną. Z tą swoją cierpiętniczą miną. 18-letnia „piękność”, której nikt nie kocha. Nawet ona sama. Mówi, że jest gruba, choć zwykle używa innego sformułowania. „Tłusta dupa ze mnie, co?” – szuka u mnie potwierdzenia wypowiedzianej przed chwilą tezy. Uśmiecham się zakłopotany. Na nic więcej mnie nie stać. Bo czy kobietę-kościotrupa można nazwać tłustą? Zapadnięte policzki, głowa, jakby ciut za duża w stosunku do reszty ciała, patykowate ręce i nogi. „Szczerze mówiąc, wcale...” – staram się nadać swojemu głosowi pozory racjonalności – „A propos, zawsze byłaś taka... gruba?”

Zamiast odpowiedzi dziewczyna sięga po opasłe tomisko. „Portfolio to dla modelki jak rozmowa kwalifikacyjna” – pokazuje, żebym usiadł bliżej. Na zdjęciach swoje wdzięki prezentuje ta sama urocza niewiasta. „Całkiem niezła! Kto to?” – pytam. „Jaaa, głuptasie!” – na jej twarzy pojawia się grymas. Coś na wzór uśmiechu. „Seeeriooo?!” – nie potrafię ukryć zdziwienia. „Seeeriooo!” – przedrzeźnia mnie – „Ale od tego czasu utyło mi się trochę...” „Faktycznie...” „Co faktycznie?!” „Nic, tak mi się powiedziało...” „Powiedz, ale tak szczerze, podobam ci się?” „Pewnie!” – kiedy kłamię czuję w ustach migdałowy posmak. „A co robisz w ten weekend?” „Nie ma mnie...” „W Jastrzębiu?” „Nie, tłuścioszku, w ogóle...”

fot. pixabay

Damian Maj

DODAJ KOMENTARZ

KOMENTARZE