PUBLICYSTYKA

"Wyrywamy lód do betonu"


Górny rząd: Nowak, Balcerek, Chorążyczewski, Michałowski, Bichta
Środkowy rząd: Bryk, Jarosz, Ludwiczak
Dolny rząd: Paś, Rafalik, Kącki, Pelaczyk, Wróbel.

 

Trzynastkę, którą widzicie na powyższej grafice, mieliśmy okazję oglądać w akcji w mijającym sezonie ekstraligi. Wielu z tych zawodników kojarzycie za sprawą wrześniowej prezentacji JKH GKS Jastrzębie. Potem ci goście założyli kaski i ruszyli do boju o punkty, zyskując zasłużone pochwały ze strony całej hokejowej Polski. Jedni mieli większy udział w tym sukcesie, inni mniejszy.

Teraz jednak przed nimi jeszcze jedno arcyważne zadanie - zwycięstwo w zbliżających się wielkimi krokami Mistrzostwach Polski Juniorów, które od wtorku do niedzieli (21-26 marca) rozgrywane będą na Lodowisku Jastor (terminarz gier >>>). Oni właśnie, wraz z kolegami, którzy nie mieli jeszcze okazji i szczęścia trenować z seniorami u Roberta Kalabera, będą faworytami tej rywalizacji. Nie można temu zaprzeczyć, a i nie widzimy większego sensu w nadmiernej asekuracji. Oczywiście - to jest sport, wszystko może się zdarzyć i należy szanować wszystkich przeciwników. Jednak każdy inny wynik niż złoto będzie przyjęty z niedosytem. Co tu kryć - na juniorach JKH GKS ciąży spora presja, bo... WSZYSCY na nich liczą i na nich stawiają. To dramatycznie inna sytuacja niż ta, do której byli przyzwyczajeni przez ostatnie miesiące. O zbliżającym się turnieju rozmawiamy z trenerem zespołu juniorów JKH GKS Jastrzębie, Zbigniewem Wróblem, który z boksu wraz z Kalaberem poprowadzi naszą ekipę do boju.

- Zdaje pan sobie sprawę, że nie macie wyjścia?
Zbigniew Wróbel - Zawsze jest jakieś wyjście (śmiech).

- Najlepiej ze złotymi drzwiami…
- Cóż, wszyscy o tym marzymy. Jednak na mistrzostwo Polski trzeba zapracować. Przed nami ciężki turniej.

- Trudno dziwić się tym sporym oczekiwaniom. Po meczu z Cracovią kibice skandowali w kierunku rywali: "Na kolana przed młodzieżą". Teraz ta młodzież będzie miała naprzeciw siebie rówieśników, a nie gwiazdy ekstraligi.
- Teoretycznie tak. Trzeba jednak pamiętać, że wszyscy wchodzimy na lód przy stanie 0:0. To truizm, ale taka jest prawda. Mistrzostwa rozgrywane w ciągu niespełna tygodnia rządzą się swoimi prawami. Każde spotkanie jest inne. Chwila nieuwagi może kosztować bardzo wiele. Przykładem tej sytuacji były zeszłoroczne zawody, gdzie również wiele sobie obiecywaliśmy. Tymczasem zatrzymało nas Zagłębie Sosnowiec, z którego tercji praktycznie nie wychodziliśmy. Niestety, przez własną niefrasobliwość straciliśmy dwa gole, na które nie zdołaliśmy odpowiedzieć.

- To było rok temu. Dziś rzeczywistość jest nieco inna.
- Istotnie, obecny zespół juniorów JKH GKS Jastrzębie jest znacznie bardziej doświadczony. Jedenastu zawodników trenowało na co dzień z pierwszą drużyną. Na pewno mamy potężną siłę w ataku, ale trzeba również pamiętać o obronie. Zobaczymy, jak będzie "z tyłu". Sądzę jednak, że nie pozwolimy, aby w tym elemencie gry ktoś nam zagroził. Natomiast o grę z przodu jestem spokojny.

- Gramy u siebie. To przywilej, ale i…
- Dodatkowa presja. Proszę jednak pamiętać, że wielu z tych chłopaków jest przyzwyczajonych do gry przy pełnych trybunach. Nie zjedzą ich nerwy z powodu setek kibiców, na których obecność zresztą bardzo liczymy. Natomiast ci zawodnicy, którzy występowali przede wszystkim w Centralnej Lidze Juniorów, będą chcieli pokazać się z jak najlepszej strony. Zatem im więcej fanów zawita na Jastor, tym lepiej.

- Ma pan wszystkich zawodników z pierwszej drużyny do dyspozycji?
- Tak. Odpukać, omijają nas urazy czy kontuzje. Dominik Jarosz już dawno zapomniał o tym paskudnym złamaniu z jesieni. Wszyscy są głodni tego sukcesu. Obok hokeistów zwykle występujących w Centralnej Lidze Juniorów mam do dyspozycji zarówno chłopaków ogranych w seniorskim zespole, jak i adeptów SMS-u Sosnowiec. Ponadto w naszej drużynie jest jeden człowiek z Tychów, czyli Michał Żak, który nie wyklucza, że w przyszłości zwiąże się z naszym klubem. Jak słusznie argumentuje Michał, w Jastrzębiu stawiają na młodzież. Sądzę, że w poniedziałek będziemy w stanie podać pełną kadrę, która zagra o medale.

- Zawodnikom z pierwszego zespołu, którzy mają na swoim koncie ogranie najlepszych polskich drużyn, nie zabraknie motywacji w walce z rówieśnikami?
- Nie może być o tym mowy. Oni wiedzą, po co wychodzą z na lód. To nie są ludzie, którzy przy teoretycznie słabszym przeciwniku wyjdą się "poślizgać". Niezależnie od tego, czy na ławce będzie siedział trener Wróbel, trener Chrabański, czy trener Kalaber, ci zawodnicy będą zapierniczać. To profesjonaliści. Nie bójmy się tego słowa. Na treningach wyrywają lód aż do betonu.

- Nie twierdzę, że świadomie zlekceważą rywali…
- Doskonale rozumiem, co ma pan na myśli. Nie dopuszczę do sytuacji, że chłopcy z "tyłu głowy" będą wygrywali mecz przed pierwszą syreną. Nie da się na jednej nodze zdobyć trzech punktów w turnieju o mistrzostwo Polski. Rok temu sądziliśmy, że z niżej notowanym Toruniem zwyciężymy "w cuglach", a potem pojawił się moment dekoncentracji i było po zawodach. Nie udało nam się "wrócić" do tego meczu. To wystarczająca przestroga, że nikogo nie wolno lekceważyć.

- Lekcją pokory była porażka ekipy trenera Jacka Chrabańskiego, która miała liczyć się w walce o medale, a nie wyszła z grupy. Turniej juniorów młodszych w ogóle był jakimś horrorem.
- Nie widziałem tych spotkań, więc nie chciałbym oceniać postawy drużyny. Faktem jest, że wielu tych chłopaków trenowało u mnie. Coś zawiodło, ale taki jest sport. Porażki są wkalkulowane w tę dziedzinę życia. Musimy być tego świadomi również w odniesieniu do zbliżającego się turnieju. Nikt nam za darmo nie da medalu.

- W pierwszym spotkaniu zagramy z Unią Oświęcim.
- Kilka dni temu mieliśmy okazję zmierzyć się z tym przeciwnikiem w sparingu. Po dwóch tercjach prowadziliśmy 11:1, a ostatecznie wygraliśmy 11:2, bo w trzeciej partii w nasze szeregi wkradło się nieco rozluźnienia. Unia oddała dziesięć strzałów na naszą bramkę, a oba gole straciliśmy przy grze w osłabieniu. Natomiast trzeba pamiętać, że sparing sparingiem, a mecz mistrzowski - meczem mistrzowskim.

- Pytam nie bez powodu. Bywa tak, że drużyny wzmacniają swoje kadry przed samymi mistrzostwami, wypożyczając zawodników z innych klubów. Nie ma ryzyka, że ktoś z rywali sprowadzi jakiegoś utalentowanego młokosa z polskim rodowodem, który za rok zagra na igrzyskach w Korei w barwach Kanady?
- Aż tak interesująco chyba nie będzie (śmiech). Faktem jest jednak, że niektóre zespoły stosują takie metody. Dlatego sądzę, że powinniśmy uważać na PKH 2014 Gdańsk, gdzie mają wystąpić młodzieżowi reprezentanci Polski wypożyczeni z Krynicy (Patryk Krężołek), Podhala (Patryk Wsół), Dębicy (Arkadiusz Nowak) czy Torunia (Mateusz Gościński).

- Obok Gdańska i Unii mamy też w grupie Podhale Nowy Targ.
- Górale to górale. Zadziorny naród, który zawsze wystawia mocną ekipę. Natomiast o awans z drugiej grupy powinny powalczyć Zagłębie Sosnowiec i Polonia Bytom. Myślę, że obie te drużyny będą poza zasięgiem Sokołów Toruń i Naprzodu Janów.

- Czyli głównym naszym rywalem w walce o mistrzostwo Polski znów wydaje się Zagłębie?
- Sosnowiczanie wygrali fazę zasadniczą. Prezentują bardzo dojrzały hokej i znakomicie potrafią się bronić. Co tu kryć - swoją świetną grą w defensywie wykończyli nas przed rokiem. Wciąż przestrzegam chłopaków w tej kwestii.

- Trener Robert Kalaber będzie panu przeszkadzał czy pomagał?
- Niepotrzebna złośliwość (śmiech). Z trenerem Robertem Kalaberem bardzo dobrze mi się współpracuje. Przecież w ostatnich miesiącach jedenastu ludzi z kadry zespołu, który zacznie we wtorek walkę o medale, było pod jego opieką! Trudno, żeby w takiej sytuacji Robert pozostawał gdzieś z boku. W trakcie sezonu miałem nawet z Kalaberem taką ciekawą wymianę zdań, która dotyczyła mojego syna, Kamila. Powiedziałem mu wtedy, że kiedy Kamil jest zawodnikiem seniorskiej ekipy, to jest jego synem, a nie moim.

- Kalaber będzie obecny w boksie?
- Tak. Nie widzę w tym żadnego problemu. Cały czas rozmawiamy na temat kadry zespołu, choć oczywiście specyfika hokeja seniorów i juniorów jest diametralnie różna. On prowadzi poranne treningi, a ja wieczorne, bo właśnie w takim systemie trenujemy. Jedziemy na tym samym wózku. Przed rokiem było zresztą podobnie i uważam, że taka sytuacja jest zdrowa. Przecież z wieloma tymi zawodnikami trener Kalaber będzie pracował również w nowym sezonie. A ich młodszych kolegów będzie mógł mieć dzięki temu na oku.

- Nie będzie problemu, że dwóch dowódców na ławce to przynajmniej o jednego za dużo?
- Nie. Proszę mi wierzyć, że jestem naprawdę zadowolony z faktu, iż w turnieju będzie można liczyć na umiejętności i wiedzę trenera Kalabera. To znakomity fachowiec, od którego można się uczyć. Jestem zresztą przekonany, że o Słowaka starały się inne kluby. Powinniśmy się cieszyć, że pozostał w Jastrzębiu.

- Pamięta pan mistrzostwo Polski juniorów sprzed dziesięciu lat?
- Tak, byłem wówczas zawodnikiem pierwszej drużyny, która walczyła o awans do ekstraligi. Mateusz Bryk, Tomasz Kulas, Kamil Górny, Mateusz Danieluk, Kamil Kosowski... To był znakomity zespół, którego gracze potem stali się filarami ekipy seniorów. Myślę, że ta paczka, która teraz powalczy na Jastorze o medale, jest do tamtej bardzo podobna.

- Pytanie natury osobistej - kiedy syn pana przerośnie?
- Już dawno to zrobił (śmiech). Grał w czterech mistrzostwach świata i ma na swoim koncie znakomite występy w czeskiej lidze juniorów. Ciężko pracuje na swój sukces. Co ciekawe, na treningach nie muszę mu nawet mówić, co ma robić. Bo on to po prostu wie. To zresztą ciekawa sytuacja, że aktualnie jestem trenerem własnego syna, bo dokładnie taką samą sytuację miałem z moim ojcem. Tata wraz z Jackiem Dywanem prowadził zespół, w którym grałem. Mogę powiedzieć jedno - jeśli ktoś sądzi, że ojciec-trener faworyzuje dziecko, to jest w wielkim błędzie (śmiech). Trzeba zapieprzać podwójnie!

- Czemu warto przyjść na Jastor i obejrzeć te mistrzostwa?
- Z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że grają tu nasi wychowankowie. Jastrzębianie. Równie istotne są jednak kwestie czysto sportowe. To będzie znakomity turniej, ponieważ mecze juniorów są znacznie… szybsze! Nie ma tyle kalkulowania, co w zmaganiach seniorów, nawet jeśli jest to gra o medale. Jest więcej ofensywnej gry. Zawodnicy siłą rzeczy mają bardziej gorące głowy…

- Więc można spodziewać się bójek?
- Oby nie! Choć oczywiście zapewne i tego elementu widowiska nie zabraknie. To jest walka. Chcemy tego jednak unikać, bo za bójkę można złapać karę meczu i przy takim układzie turnieju brak tego czy innego zawodnika może okazać się kluczowy.

- Chyba, że w finale będziemy przegrywać i…
- I będzie trzeba wydrzeć złoto za wszelką cenę (śmiech). A mówiąc poważnie - postaramy się do tego nie dopuścić.
 

rozm. mg

DODAJ KOMENTARZ

KOMENTARZE