PUBLICYSTYKA

„Zielone ludziki” w GSM

 

Prężenie muskułów – „Matusiakiewicze"! Precz z łapami od GSM!

 

Długo musieli Państwo czekać na ostatni odcinek cyklu pod wspólnym tytułem „Prężenie muskułów...". Powody? Proste, prozaiczne - jeśli chodzi o liczby, skomplikowane, jeśli chodzi o prawdę.

Zasada jest jedna, po Walnym zbierają się przewodniczący poszczególnych części Walnego i podpisują wspólny protokół. Nie wypada w takim razie wyprzedzać i przedstawiać wyników, przed tym wydarzeniem. Udało nam się już przedstawić suche wyniki głosowań, dodaliśmy przy nich jeden komentarz. Brzmiał następująco: „Na pierwszy rzut oka można nawet stwierdzić, że Walne skończyło się nie całkiem po myśli Zarządu. Jednak tym tematem zajmiemy się w materiale kolejnym". Zgodnie z tym fragmentem dzisiaj głównie o „zielonych ludzikach". Tak nazwę grupę „pełnomocników-spadochroniarzy", których przyprowadzili nam na Walne „matusiakiewicze".

Przed Walnym pogodziliśmy się z zapisem w znowelizowanej Ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych, która „zafundowała" nam nowy element głosowania, jakim są pełnomocnicy członków. Ustawodawca wprowadzając ten element miał zapewne na myśli osoby, które są zaangażowane w życie Spółdzielni, ale na przykład z powodu choroby nie mogą wziąć udziału w zebraniach. To jednak otworzyło furtkę (w naszym przypadku wręcz wrota) do wypaczenia idei pełnomocnictwa. Sytuację tę obserwowaliśmy już na Walnym w innej jastrzębskiej SM, gdzie przywieziono „autobusy" kopalnianych związkowców z rejonu, którzy nigdy nie mieli i nie mają nic wspólnego z naszą Spółdzielnią, ale mieli „ratować” swoich i… „ratowali”.

Już pierwsze zebranie pokazało moc takich „pełnomocnictw”. Na tym zebraniu pojawili się „pełnomocnicy”, chyba prędzej „zielone ludziki”, którzy szybko  przejęli całe zebranie. Po prostu odebrali te zebranie prawdziwym członkom. Prowadził je radny klubu PiS, nie członek i niezwiązany z GSM, również „pełnomocnik” Stefan Woźniak. W Komisji miejsce zajął wiceprzewodniczący Rady Miasta również „pełnomocnik” kogoś innego Andrzej Matusiak (sam mieszka w innej dzielnicy). Na sali siedział również jako „pełnomocnik” niejaki mecenas Sławomir Ż.

Prowadzący zebrania szczególnie chętnie udzielał głosu „pełnomocnikowi” Matusiakowi, które przebiegało pod jego dyktando i zupełnie nie na temat. Wygłaszano po prostu brednie. Szczytem była próba złamania prawa przez „pełnomocników” Matusiaka i Woźniaka, którzy próbowali zmienić porządek Walnego (co nie jest możliwe). Czy „pełnomocnik” mecenas, a więc z założenia znawca prawa, nie próbował im tego skoku odradzić? Prowadzący Woźniak, wiedząc, że ma większość na sali już chciał przegłosować ten wniosek, jednak poinformowany, że łamie prawo, wystraszył się (ku niezadowoleniu „wodzusia"). Oczywiście „pełnomocnicy” głosowali inaczej niż członkowie, było ich jednak dwa razy więcej.

Potem były kolejne zebrania. Scenariusz wszędzie ten sam. Inni „pełnomocnicy”, zainspirowani przez partyjnego kolegę wymienionych panów, jednego z działaczy związkowych na KWK Borynia, którzy zadowoleni, że mają oddelegowanie związkowe i nie muszą pracować pod ziemią, bardzo ochoczo przybywali i robili taką „jazdę", że „strach się bać". Cel? Niech prawdziwi członkowie GSM się wystraszą i wyjdą z Walnego. I to im się udało. Zadyma, wrzaski, wyzwiska. Stwarzali wręcz terror. Jeśli ktoś mi powie, że to nie byli „bojówkarze", to niech powie, jak ich inaczej nazwać! Zawsze na początku było więcej członków GSM, ale zniechęceni wręcz wystraszeni, wychodzili. I stało się najgorsze – plan „matusiakiewiczów” zadziałał. Dużo można by pisać o takich zrachowaniach, ale nie warto. Wiemy jedno, Na Walne przybyli wszyscy „matusiakiewicze", których podwoził nawet prezes spółdzielni JasMos osobiście. Nie da się tego zapomnieć. Przez kurtuazję tylko dzisiaj nie napiszemy o karygodnej postawie trojga rozbijackich członków RN GSM.

W zebraniach Walnego wzięło udział 147 „pełnomocników” ze strony „matusiakiewiczów". Widziano jak „pełnomocnictwa” otrzymane in blanco od tych, którzy nie brali udziału w zebraniu, wypisywali na ścianie i na kolanie. Mobilizacja z ich strony ogromna. Już w trakcie zebrań, z powodów formalnych, kilkanaście pełnomocnictw zostało zanegowanych (Tak naprawdę to były jawne przykłady fałszowania, tak ordynarne, że nie sposób było tego nie zauważyć).

Tu musimy zająć się matematyką wyborczą. Pierwsza uchwała, przeciw której głosowało formalnie 330 głosujących po odjęciu liczby 147 „pełnomocników” daje wynik 183. Do tego trzeba dodać sfałszowanie głosowania na osiedlu Pionierów przez komisję skrutacyjno-mandatową, z Andrzejem Matusiakiem w składzie, o ok 20 głosów, da wynik 163 przeciw 350 za. Dałoby to praktycznie większość bezwzględną. Czyli prawdziwi członkowie chcieli zagłosować za statutem. Tak samo ciekawie wygląda głosowanie tajne nad losem członka Rady Nadzorczej Andrzeja Kinasiewicza. Głosowało „przeciw” 367, odejmując 147 „pełnomocników” daje wynik 340 – „za” 220 – „przeciw”. Zabrakłoby 33 głosów do odwołania. Trzecie głosowanie: „przeciw” głosowało 356, minus 147 daje wynik 317 za odwołaniem, przeciw odwołaniu 209. Do odwołania zabrakło niewiele głosów. Zdecydowali „pełnomocnicy”.

 

Panie Kinasiewicz!

W ocenie członków RZECZYWISTYCH, nie ma pan zaufania. Wygrał pan dzięki „pełnomocnikom” - „zielonym ludzikom". Cieszy to Pana?

 

Wnioski z Walnego:

1. Zarząd na kolejnym Walnym podejmie czynności organizacyjne i prawne w celu zabezpieczenia członków przed „zadymiarzami". Taka prośba wpłynęła od członków GSM w trakcie zebrań. Mamy nadzieję, że tym razem Komenda Policji po dostarczeniu przez nas dokumentacji audiowizualnej, nie zlekceważy zagrożenia.

2. Zarząd podjął już i podejmie kolejne czynności mające na celu weryfikację fałszerstw pełnomocnictw w oparciu o zgłoszenie tego faktu organom ścigania. Nie można tolerować przestępstwa wiedząc o jego istnieniu, ponieważ wtedy jest się współwinnym (tak mówi Kodeks Karny).

3. Zarząd przedstawi dokumenty pokazujące rozrabiackie zachowania „pełnomocników” „matusiakiewiczów", którzy zastraszali członków GSM i pracowników spółdzielni oraz kierowali w stosunku do pewnych osób groźby karalne. Prowodyrem wielu tych zachowań jest wiceprzewodniczący Rady Miasta Andrzej Matusiak, na co mamy dowody audio i wideo.

4. Zarząd podejmie działania mające na celu wyjaśnienie członkom GSM prawdy, którą sfałszowali pomówieniami „matusiakiewicze". Chodzą po naszych zasobach i kłamią. Odczarujemy te kłamstwa, a kłamcy odpowiedzą za nieprawdę i pomówienia.

5. Wystąpimy do Zarządu JSW i Dyrekcji KWK Borynia z zapytaniem, czy tolerują i nadal tolerować będą, działania NSZZ Solidarność, który to związek skierował swoich członków (oddelegowanie związkowe) do rozwalania własności prywatnej członków GSM. Czy czasem w tym czasie ci „związkowcy" nie powinni pracować i dbać o swoją firmę? Dobra koniunktura w górnictwie nie będzie trwała wiecznie.

6. Podejmiemy działania mające na celu wyjaśnienie członkom GSM konieczności zmiany Statutu i zmobilizowaniu jak największej ilości członków do udziału w Walnym tak, aby „matusiakiewicze" nie zapanowali nad ich własnością, fałszując ich wybory.

 

Nie pozwólmy na to! Bo inaczej, strach się bać.

 

PS. A na koniec jeszcze mały "smaczek"


Trzecia część Walnego Zgromadzenia Członków 23 stycznia, hala  Omega.

Jedno z głosowań (niezwykle ważne) dotyczące zmian w Statucie GSM. W komisji liczącej głosy byli: Andrzej Matusiak (wiceprzewodniczący Rady Miasta), Wiesława Kosowska (przewodnicząca rady osiedla Pionierów) i Henryk Ł. 

Właśnie te osoby liczyły głosy w jawnym głosowaniu nad Statutem GSM. Naliczyli głosów "ZA" 47. Niby nic niepokojącego. Pracownicy GSM będący na sali, zgłosili Zarządowi, że doszło do nieprawidłowości w liczeniu głosów "ZA". Padł wniosek o reasumpcję głosowania. Bunt na sali grupy „matusiakiewiczów, nie dopuścili do ponownego głosowania.

Co zatem zrobił Zarząd. Zaraz po Walnym zlecił sprawdzenie nagrania wideo, które rejestrowało przebieg zebrania.

Zgadnijcie, co się stało? Otóż okazało się, że Andrzej Matusiak, Henryk Ł. i Wiesława Kosowska fałszowali wynik głosowania. Na kadrze z monitoringu widać, nie 47 osób głosujących za zmianami statutowymi, a 67 osób.

Jako załącznik pokazujemy moment głosowania na trybunach. Do tej ilości z trybun należy jeszcze dodać 4 osoby za stołami prezydialnymi i 2 osoby nie będące na trybunach, a między nimi. Daje to właśnie  67 głosów, a nie 47 jak podali Andrzej Matusiak, Wiesława Kosowska i Henryk Ł.

Teraz wiadomo dlaczego Andrzej Matusiak tak bardzo nie chciał dopuścić do reasumpcji głosowania i awanturował się w tej sprawie z przewodniczącym zebrania.

Wiedział, co robi? Odpowiedź nasuwa się sama. . . Bo tak działa Prawy i Sprawiedliwy.

Dariusz Janicki GSM

Artykuł sponsorowany

DODAJ KOMENTARZ

KOMENTARZE